Pomnik to nie tylko rzeźba, ale i kontekst

Pomnik pomordowanych profesorów lwowskich (Fot. Agata Gabiś)
Zanim przy Politechnice Wrocławskiej stanął pomnik pomordowanych profesorów lwowskich, wykonano model w skali 1:1, żeby sprawdzić, w którym miejscu będzie się najlepiej prezentował.
Najważniejsza jest nowa definicja – czym właściwie jest lub może być pomnik. Powinna być otwarta, dająca możliwość zastosowania wielu środków wyrazu.
Instytut Historii Sztuki Uniwersytetu Wrocławskiego proponuje następującą definicję:
“Termin pomnik oznacza dzieło rzeźbiarskie, architektoniczno-rzeźbiarskie lub o charakterze założenia architektoniczno-przestrzennego, opracowane w szerokiej skali środków artystycznego wyrazu, od form realistycznych do abstrakcyjnych (składać się może z jednego lub większej liczby elementów, a także wykorzystywać nowoczesne środki multimedialne, np. światło czy hologram). Pomnik może upamiętniać osobę, zdarzenie historyczne lub ideę”.

Projekt pomnika Ziem Zachodnich i Północnych do Macierzy we Wrocławiu (Fot. Wratislaviae Amici / wroclaw.hydral.com.pl)
Mówiąc o wrocławskich pomnikach przed 1989 r. trzeba pamiętać, że nie zrealizowano żadnego takiego dużego monumentu mającego wydźwięk propagandowy. Konkurs na pomnik Wyzwolenia na pl. Kościuszki ogłoszono w 1955 r. (wygrał projekt kolumny z kobietą i orłem), ale po 1956 r. nikt już nie wracał do tego tematu, skończyło się na ustawieniu głazu. Podobnie było z pomnikiem Powrotu Ziem Zachodnich i Północnych do Macierzy – na nabrzeżu Joliot-Curie znajduje się tylko tablica. Co ciekawe, był to chyba jedyny pomnik, który miał stanąć bezpośrednio nad Odrą, a woda miała być jego integralną częścią.
Przed 1989 r. pojawiło się we Wrocławiu kilka założeń przestrzennych, których dominantą stała się kompozycja rzeźbiarska – kameralniej na ul. Słowiańskiej, z rozmachem na ul. Grabiszyńskiej. Równie ważna jak sama rzeźba jest tu wolna przestrzeń dookoła – takich założeń, które za sprawą wolnej przestrzeni i mocnego akcentu rzeźbiarskiego nadają konkretnemu miejscu symboliczne znaczenie powstało wtedy w Polsce kilka (np. Góra św. Anny czy Kraków-Płaszów).
Spośród pomników wybitnych osobistości oraz tych upamiętniających tragiczne wydarzenia można wymienić np. pomnik Juliusza Słowackiego i pomnik pomordowanych profesorów lwowskich. W obu przypadkach, pomimo nierównego poziomu artystycznego, mamy do czynienia ze starannie wybraną lokalizacją, z pomnikiem przypisanym do miejsca: Słowacki znajduje się w Parku Słowackiego, a profesorowie koło gmachów Politechniki Wrocławskiej przy pl. Grunwaldzkim (warto przypomnieć, że zanim ustawiono to drugie dzieło, wykonano model 1:1, żeby sprawdzić, w którym miejscu będzie się najlepiej prezentował).

Pomnik Mikołaja Kopernika we Wrocławiu (Fot. Wratislaviae Amici / wroclaw.hydral.com.pl)
Natomiast pomniki Jana XXIII i Mikołaja Kopernika to dowód na to, że postać nie musi być realistyczna, aby można było ją rozpoznać. Na przykładzie rzeźby Kopernika widzimy świetne przejście od sugestii realizmu (twarz) do metafory (symbolicznie pokazany kosmos). I wszystko wiadomo, nawet tablica nie jest potrzebna.
Omawiając pomniki wrocławskie powstałe przed 1989 r. warto wspomnieć o rzeźbach plenerowych – elementach indywidualizujących przestrzenie wspólne, skwery, wnętrza międzyblokowe itd., projektowanych często specjalnie dla tych konkretnych miejsc. Może warto wrócić do założeń, że sztuka powinna znajdować się nie tylko w centrum miasta.

Pomnik Sybiraków przy pl. Staszica we Wrocławiu (Fot. Wratislaviae Amici / wroclaw.hydral.com.pl)
Po 1989 r. naturalną koleją rzeczy przyszedł czas na upamiętnienie wydarzeń, których za PRL nie można było upamiętnić, czyli przede wszystkim wydarzeń na wschodzie. Mamy tu do czynienia z tendencją ogólnopolską – jeśli wydarzenie jest tragiczne i ważne, pomnik musi być duży. Taki uproszczony ciąg skojarzeń prowadzi do powstawania przeskalowanych obiektów, które mocno (czasem nawet agresywnie) ingerują w otoczenie (pomnik Sybiraków na pl. Staszica). Efekt? Zamiast szacunku dla upamiętnionych ofiar mamy niechęć do wielkiego pomnika, który zaanektował skwer w środku dzielnicy mieszkaniowej (swoją skalą i dosłownością razi też pomnik pomordowanych na wschodzie – jednak zieleń parku Słowackiego w pewnym stopniu neutralizuje negatywne wrażenie).
A w jaki sposób upamiętniamy wybitnych Polaków? Pierwszy przykład: Fryderyk Chopin w Parku Południowym. Zastanawiająca ekspozycja i forma: artysta pozornie w swobodnej pozie, ale na postumencie, oddzielony od widza. W takiej wersji, na fotelu, do oglądania jedynie od frontu, ale za sprawą ekspozycji i otoczenia możemy podziwiać tył fotela (fotel staje się niemal tak samo ważny, jak siedzący na nim kompozytor). Podobnie prezentuje się Jan Kochanowski w Radomiu, na takiej samej platformie i siedzisku. W obu przypadkach mamy do czynienia z realizmem, który starano przełamać baśniowością (ale taki kompromis prowadzi do kuriozalnych efektów i zaskakujących wniosków – pozę Kochanowskiego tłumaczono tym, że wówczas ludzie tak właśnie siadali).
Brak we Wrocławiu pomników blisko przechodnia, ustawionych na poziomie chodnika (np. w Łodzi jest ich bardzo dużo). O ich formie można dyskutować, ale niewątpliwie takie pomniki (a tym samym osoby przedstawione) zyskują sympatię i akceptację społeczną. Jedyną rzeźbą tego typu jest Przejście przy ul. J. Piłsudskiego.
Zamiast kameralnych pomników mamy ważnego wodza – więc pomnik jest duży i na wysokim cokole. W kilku polskich miastach stoją podobni wodzowie, ale konie bywają różne (np. Kazimierz Jagiellończyk w Bydgoszczy). Kanon urody królewskiej został ustalony w XIX wieku, przede wszystkim za sprawą obrazów Jana Matejki. Artyści nawiązują również do tradycji pomnika konnego – jednak XIX-wieczne konne pomniki (do których mamy najwięcej odwołań) były perfekcyjnie wykonane, ze znajomością anatomii, wszelkich detali i z wyczuciem materiału. Wersja z XXI wieku to raczej powielanie schematu, bez refleksji i dość niestarannie.
Największy problem (zarówno w Polsce, jak i we Wrocławiu) stanowi odpowiedź na pytanie: jakie pomniki należy stawiać Papieżowi? W Polsce jest ich już kilkaset, od masowej produkcji po artystyczne kreacje. We Wrocławiu mamy jedno popiersie i jedną, skromną figurę, w nieprzemyślanej lokalizacji. W efekcie papież wygląda, jakby zarządzał ruchem tramwajów na pętli Leśnica.
Jednak przy kolejnych, planowanych pomnikach grozi nam znów problem przeskalowania i schematu myślenia: wielki Polak równa się wielki pomnik. Widać to w pomyśle Bramy Millenijnej, gdzie forma nie odpowiada lokalizacji (duże założenie wymaga przestrzeni, a nie ronda w środku miasta. A jeśli rondo, to inny pomnik, o bardziej kameralnej skali).

Krzyż Pokoju we Wrocławiu (Fot. Wratislaviae Amici / wroclaw.hydral.com.pl)
Równie problematyczne jest zwizualizowanie idei. Pierwsza próba to pomnik wspólnej pamięci przy parku Grabiszyńskim, mający dobry punkt wyjścia – wykorzystanie starych nagrobnych tablic. Jednak tablice zostały użyte jako dekoracja ściany (czy słuszne jest skojarzenie ze ścianą płaczu?), a takie użycie osłabiło ich działanie. Nie wykorzystano potencjału miejsca, osi prowadzącej od bramy dawnego cmentarza. Drugi pomnik to krzyż pokoju poświęcony Edycie Stein (obok kościoła św. Michała). Realizacja, w której uniknięto dosłowności i wielkich haseł – powstało miejsce kontemplacyjne, z bardzo starannie zaaranżowanym otoczeniem.
Widać we Wrocławiu konflikt (przed wszystkim w rozwiązaniach formalnych) między dosłownością, często bliską schematyzmowi (np. Bolesław Chrobry) a niedopowiedzeniem i aluzją (np. Powodzianka). Można również odnieść wrażenie, jakby pomniki były zupełnie inną kategorią twórczości niż rzeźby plenerowe. Dla pierwszych rezerwujemy monumentalizm i realizm, dla drugich – wieloznaczność i różnorodność.
Najważniejsze problemy pomników o funkcji upamiętniającej to: przeskalowanie, przypadkowa lokalizacja (w efekcie często agresywna ingerencja w otoczenie), dosłowność i schematyczny realizm, pomniki upamiętniające podobne wydarzenia oraz zbyt duże zagęszczenie pomników w centrum miasta. Również podział na pomniki i rzeźby plenerowe jest niewskazany – każdy taki obiekt to element miejskiej przestrzeni, powinien być projektowany dla konkretnego miejsca, z uwzględnieniem kontekstu i skali.
Polskie realizacje pokazują, że ważne wydarzenie można upamiętnić na wiele sposobów – ważna jest koncepcja i pole do interpretacji (np. pl. Bohaterów Getta w Krakowie). Dlatego definicja pomnika powinna być otwarta – pomnik to nie tylko rzeźba. To również przestrzeń, której możemy nadać znaczenie symboliczne.
Autorka jest doktorantką Instytutu Historii Sztuki Uniwersytetu Wrocławskiego. Tekst został wygłoszony podczas debaty pomnikowej w sali sesyjnej Rady Miejskiej Wrocławia (18.02.2010).
